BOGUSŁAW SZCZEPAN ŁABĘDZKI
INTROSesje RMKorespondencjaBogusław Szczepan ŁabędzkiOkręg 7Off-icynaKontakt
RADNY RADY MIASTA HAJNÓWKA
Prawa Miejskie w dokumentach
Off-icyna

Sojusz lokalsów (demokratycznych)

 
 

Warto zapamiętać gdzie w czasie spotkania dotyczącego dalszych losów Puszczy Białowieskiej stał Radny Sejmiku z listy SLD kpt. Włodzimierz Pietroczuk. Wybory samorządowe już za rok więc zdjęcie będzie jak znalazł.

A w sprawie samego spotkania przed kamerami: Lewica (i ta eko i ta politico) ma słabość do symboliki okrągłego stołu. Mebel ten jest legendarny, ale idea została skutecznie zdefraudowana w 1989 r. Dzisiaj w sprawie Puszczy Białowieskiej nie jest potrzebna żadna decyzja większościowa tylko rzetelne wykonywanie obowiązków służbowych przez pracowników Lasów Państwowych. Decydujące w tym względzie powinny być zapisy ustawy o lasach oraz o ochronie przyrody, a nie tzw. kompromis.

W mojej opinii celem bliższym jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkowników obszarów leśnych, natomiast dalszym istnienie tego obszaru w ogóle (i w perspektywie 50 lat, ale także za lat 75 i 100 i 500). Oba cele są w stanie zrealizować tylko i wyłącznie środowiska leśników oraz kadry naukowej wspierającej merytorycznie Lasy Państwowe. Na te zadania głównie powinny być także przeznaczone środki finansowe ewentualnie pozyskiwane z gospodarki leśnej prowadzonej na terenie Puszczy Białowieskiej.

Mierzi mnie natomiast chytrość władz lokalnych, które chciałyby przy okazji zrobić jakiś interes wyborczy i tak jak w latach poprzednich oczekują dotacji czy dofinansowania za poparcie założeń gospodarki leśnej. Z tej przyczyny byliśmy do tej pory świadkami zaniechań w tej dziedzinie. Dajmy więc sobie spokój.  Obecnie bowiem nie chodzi o to kogo wypromować politycznie na temacie Puszczy, ale by ją zachować dla przyszłych pokoleń.

I na koniec smutna refleksja. Pan Jerzy Sirak – Burmistrz Hajnówki, w ramach krótkiej riposty skierowanej do osoby stojącej obok powiedział: „Niech pan wygra wybory i zostanie wójtem wtedy będzie pan mógł zabierać głos”. No cóż… Co wolno wojewodzie…?

 
   

"...aby (...) nie pozostało śladu..."

 
 

Powstanie Styczniowe na obszarze Puszczy Białowieskiej w swoim przebiegu miało charakter marginalny. Marginalny bo prawie dosłownie rozgrywało się terenie, który dzisiaj nazwalibyśmy otuliną, ale także dlatego, że nie doszło w trakcie działań zbrojnych do żadnej bitwy czy nawet potyczki o większym znaczeniu militarnym. Oczywiście należy pamiętać o przemarszu oddziałów i pewnych działaniach natury policyjnej wymierzonych we współpracujących z aparatem rozbiorowym kolaborantach, ale trudno nadać im jakiś szczególny charakter.

Zupełnie inaczej natomiast wyglądały represje popowstańcze. Tutaj administracja carska nie stosowała taryfy ulgowej i skupiła się głównie na wyniszczeniu źródła polskości jakim był wówczas (a należy mieć nadzieję, że jest również dzisiaj) Kościół katolicki.

Pierwsze duże straty ponieśli katolicy na przełomie lat 30 i 40 XIX wieku. Wówczas, także po powstaniu, ale listopadowym, dokonano barbarzyńskiej w swoim kształcie, ale przede wszystkim brzemiennej w skutki tzw. kasaty parafii unickich, czyli katolickich obrządku wschodniego. Dramat tego wydarzenia polegał i zawierał się w tym, że zlikwidowano jedyną możliwość nie tylko zgodnego współżycia, ale współtworzenia jednej tradycji narodowej i państwowej na obszarze Rzeczypospolitej. Warto podkreślać rangę tych wydarzeń szczególnie w okresie tygodnia modlitw o jedność chrześcijan by pokazać, że nie sam dialog jest celem działalności ekumenicznej, ale faktyczne zjednoczenie i że jest ono możliwe i historycznie potwierdzone.

Wracając jednak do represji carskich z okresu po 1864 roku warto podkreślić, że ich skuteczność jest w jakimś stopniu dostrzegalna także i dzisiaj. Właśnie historia kilku parafii katolickich obrządku łacińskiego, których kasaty dokonano przy entuzjastycznym udziale Cerkwi prawosławnej pokazuje szkody, których w pełni nie zniwelowało ani dwudziestolecie międzywojenne, ani kolejne lata już po 1945 roku.

Należy pamiętać, że po obecnej polskiej stronie linii Curzona na terenie dzisiejszego regionu Puszczy Białowieskiej (szeroko rozumianego) w dobie Powstania Styczniowego funkcjonowały parafie katolickie w Jałówce, Narewce, Narwi i Kleszczelach. Los trzech z nich okazał się wówczas przesądzony i zostały one poddane likwidacji. Na  arenie duszpasterskiej pozostała jedynie parafia w Narwi i można zastanawiać się co było takiej decyzji bezpośrednim podłożem. Jak się wydaje najprostsza odpowiedź może być najbliższa prawdy, a za taką można uznać bardzo bogate i rozległe beneficja w jakie parafia była uposażona. Być może właśnie przeświadczenie, że duchowieństwo prawosławne nie podoła sprawnemu zarządowi tych dóbr skłoniło władze carskie do nałożenia jedynie obowiązku danin na rzecz parafii prawosławnych wypłacanych przez kolejnych proboszczów katolickich.

Inaczej natomiast wyglądała sytuacja w pozostałych trzech wyżej wymienionych parafiach.

Pierwszą represją jaka dotknęła parafię w Jałówce było osadzenie 8 marca 1864r. w więzieniu w Wołkowysku proboszcza ks.Seweryna Wiszniewskiego skutkiem czego zmarł on już w kwietniu tego samego roku. Pretekstem była patriotyczna postawa wiernych i ich udział w powstaniu co zresztą pociągnęło za sobą dalsze działania, a mianowicie zmuszenie katolików do przyjęcia wyznania prawosławnego. Nastąpiło to w czasie Wielkiego Postu 1864 i spowodowało kolejne wystąpienia zarządów gminy szymkowskiej i juszkowskiej do Gubernatora Grodzieńskiego i Jeneralnego Gubernatora Wileńskiego o przekazanie majątku parafii katolickiej w Jałówce wraz z rozpoczętą budową nowego kościoła parafialnego na rzecz Cerkwi prawosławnej. Argumentem, który podnoszono w korespondencji była oficjalna zmiana wyznania przez 2300 katolików co ostatecznie przyniosło skutek w czerwcu 1865 jakim był ukaz carski likwidujący parafię katolicką. Jednocześnie prawosławni otrzymali zgodę na dokończenie budowy kościoła pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego w stylu cerkiewnym i na zajęcie dotychczasowego cmentarza grzebalnego, który funkcjonował od roku 1848.

Istniejący jeszcze w tym czasie  stary, drewniany kościółek pod wezwaniem św.Michała Archanioła prawosławni rozebrali by z materiału wybudować chlewy.

Wierni katolicy, którzy oparli się restrykcjom od tego czasu uczęszczali na nabożeństwa do oddalonego o 12 km kościoła w Świsłoczy.

W parafii kleszczelowskiej pierwsze represje popowstańcze związane były z zamknięciem prywatnej kaplicy katolickiej w majątku Konstantego von Kaufmana Kruhłe. Nastąpiło to 5 września 1865r. z rozkazu nr 13997/1865 Gubernatora Grodzieńskiego i Wileńskiego.

30 czerwca 1866 kolejny rozkaz (nr 38/1866) tegoż samego urzędu gubernatora zamkną parafialny kościół w Kleszczelach, a całe jego beneficjum, w tym pięć dzwonów oraz trzy obrazy, zostało przekazane prawosławnym. W 1872r. na miejscu świątyni katolickiej zaczęto wznosić cerkiew pw.Zaśniecia NMP używając do tego materiałów z rozebranego kościoła co w kontekście wcześniejszych działań na terenie Jałówki można uznać za gest szczególnej łaskawości.

Wierni, którzy pozostali związani z Kościołem katolickim korzystali z sakramentów w Bielsku Podlaskim, Boćkach i Wysokim Litewskim aż do ukazu tolerancyjnego z 30 kwietnia 1905roku.

Zanim doszło do kasaty ostatniej z trzech wymienionych wyżej parafii Narewkę poddano próbie aresztowania  kolejnych proboszczów. Praktykę tę władze carskie podjęły już wcześniej wobec ks.Onufrego Grużewskiego, który miał odwagę występować przeciwko bezprawnym działaniom rosyjskiej administracji jeszcze w latach pięćdziesiątych XIXw. Natomiast  restrykcji tej po zrywie powstańczym poddano następujących po sobie ks.Hilarego Byculewicza w 1863r., ks.Józefa Babulewicza w 1864r., a następnie ostatniego z proboszczów parafii pod wezwaniem św.Jana Chrzciciela w Narewce w okresie przed kasatą ks.Zygmunta Ławrynowicza.

Dzięki ks.Zygmuntowi, który złożył osobiście relację ks.Tomaszowi Kalińskiemu w latach trzydziestych XXw. znamy nie tylko wymiar urzędowy i datę kasaty parafii, ale także możemy mieć wyobrażenie dramatu jaki przeżywali odrywani od swojego Kościoła wierni.

22 lipca 1866 to oficjalny, administracyjny koniec katolickiej wspólnoty parafialnej w Narewce. Ostatniego chrztu udzielono tu 3 lipca 1866 Rozalii Kajdewicz z Guszczewiny. Ostatnim pobłogosławionym w obrządku łacińskim ślubem był związek zawarty w dniu 3 lipca 1866 między Józefem Ołtuchem a Katarzyną Stulgis z Olchówki. Ostatnim zmarłym pochowanym na cmentarzu parafialnym w dniu 16 lipca 1866 był Antoni Dąbrowski z Janowa.

Wierni przez trzy dni bronili swojej świątyni trwając w niej na modlitwie nieprzerwanie trzy dni w dzień i noc. W tym czasie ks.Ławrynowicz spowiadał i udzielał innych sakramentów swoim wiernym nie bacząc na wyczerpanie organizmu i kolejne omdlenia. Ostatniego dnia kościół został otoczony przez kozaków. Proboszcz zaczął wówczas sprawowanie Mszy świętej odprawianej za dusze zmarłych parafian. „Płacz zmieniał się w lament, a wierni z rozpaczy gryźli świece, znajdujące się przy katafalku. Nic nie pomogło. Przemocy stało się zadość. Wierni byli katowani przez kozaków. Wszystkich katolików przeciągnięto przemocą na prawosławie. Mało kto pozostał przy wierze katolickiej i ten musiał długo ukrywać się w lasach puszczańskich. Byli nawet i tacy, którzy z chlewną stadniną razem po kilka tygodni cierpieli głód i wszelkie niewygody, aby ostać się tylko przed przemocą.”

Ks.Zygmunt Ławrynowicz w czasie Mszy świętej był zmuszony przyjąć Najświętszy Sakrament zagrożony zbezczeszczeniem przez kozaków. Po pacyfikacji kościoła aresztowany proboszcz trafił na Syberię. Część sprzętów kościelnych w ostatniej chwili przeniesiono do Szereszewa. Majątek parafii narewkowskiej oraz świątynię przekazano prawosławnym, którzy zamienili kościół na cerkiew użytkując go do 1890 roku kiedy to została wybudowana miejscowa cerkiew. Tam też przeniesiono najcenniejszą część dobytku, w tym kilka obrazów. Na wigilię Bożego Narodzenia 1900 roku kościół spalono „aby po katolickości (…) nie pozostało śladu…”

Na szczęście po ukazie tolerancyjnym udało się wszystkie trzy parafie wskrzesić. Prawdopodobnie puszczańskie krzyże, które dzisiaj często określa się mianem powstańczych mają swoją genezę w prześladowaniach okresu po roku 1864. Być może są świadkami cierpienia, ale także żywej wiary katolików, którzy stawali w obronie swojego Kościoła? Stanowią ślad, którego miało nie być na puszczańskiej ziemi. I znak zbawienia.

 
   
   

F(aryzeizm) Mniejszości Podlasia

 
 
 

Faryzeizm jest zachowaniem z reguły napiętnowanym. Wydaje się, że każdy zna ten mechanizm i potrafi go rozpoznać oraz się przed nim bronić. Bronić się przed jego użyciem, a nie skutkami używania przez innych. Szczególnie gdy swoją wypowiedź czy działanie próbuje oprzeć o wartości, nazwijmy je: biblijne.

Właściwie cała dyskusja , którą wywołała na białostockim Podlasiu wypowiedź Pani Beaty Mateusiak-Pieluchy, Posła na Sejm RP powinna zostać zakończona słowami byłego już Posła Eugeniusza Czykwina, który powołując się na tradycję prawosławną zabiera głos jako redaktor naczelny Przeglądu Prawosławnego właśnie (nr grudniowy 2016). Mimo, że zgodnie z prawdą zauważa i stwierdza: „Rzeczywiście, odczytanie wpisu jako wezwania do przeprowadzenia czystek religijnych wśród obywateli Rzeczypospolitej jest przesadną interpretacją.” To jednak wykorzystuje tę wypowiedź właśnie z faryzejskim zapałem do wytoczenia swoich armat. Za jego przykładem i tym samym tropem idą inni by dorównać kroku i w ten sposób na linii uderzenia pojawia się Forum Mniejszości Podlasia. Zgodnie z zasadą, że prowokację najlepiej… sprowokować przystępują do działania. Sprytnie, akapit po akapicie, budując narrację, która akurat na tym etapie wydaje się najmądrzejsza. A wszystko to w krótkiej formie listu by zostawić sobie furtki lub też sidła.

Piszą więc o bólu z powodu łamanej Konstytucji w jej art.32-gim. Zapominając, że wielokrotnie i na różne sposoby sami odbierali prawo innych do równego traktowania. Min. w lutym 2016 kiedy to występowali przeciwko legalnemu zgromadzeniu publicznemu zorganizowanemu przez obywateli Rzeczypospolitej  z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce.

Dalej napotykamy konstrukcję historyczną, która próbuje wydobyć walory bliżej nie okreslonej współegzystencji na przestrzeni pięciuset lat. Z pominięciem bardzo istotnych elementów w postaci chociażby kasaty parafii greko-katolickich jak i rzymsko-katolickich, które  miały miejsce w XIX wieku i odbywały się w dużej mierze przy użyciu siły. Szczególnym przykładem może być tutaj przywołany przez sygnatariuszy listu klasztor w Supraślu, o którym pamiętamy na białostocczyźnie właśnie w perspektywie odebranej unitom wolności wyznania, ale także własności.

Powoływanie się przez działaczy FMP na wydarzenia z 1938 roku wymagałoby chociaż krótkiej analizy ich genezy historycznej. Materiału takiego może dostarczyć reporterskie dzieło Władysława St. Reymonta „Z ziemi chełmskiej” opisujące bardzo świeże jeszcze w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku rany zadane wiernym Kościoła katolickiego obu obrządków. Bez tego obrazu wydarzenia z okresu późniejszego mogą mieć faktycznie jednoznaczny charakter, ale będą wtedy tylko wynikiem prostej manipulacji.

Pamięć autorów listu podpisanego przez siedem podmiotów zawiera w sobie także wspomnienie dotyczące walki żołnierzy wyznania prawosławnego w szeregach różnych formacji wojskowych Rzeczypospolitej. Wypada jedynie żałować, że fakty te są przywoływane jedynie wówczas gdy ma to służyć partykularnym interesom. Najczęściej jednak cześć oddawana prawosławnym żołnierzom Polskiego Państwa Podziemnego spotyka się z różnymi formami kontestacji. Tutaj również najlepszym przykładem jest postawa wobec pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Szczególnie tych z szeregów Wileńskich Brygad  walczących na białostocczyźnie w okresie powstania antykomunistycznego.

Uogólnienia stosowane przez działaczy Forum Mniejszości Podlasia, a znajdujące wyraz w określeniach takich jak: „znaczna część obywateli” może być przyczynkiem do tego by zastosować je także do faktów historycznych i przypisania ich „znacznej części” społeczności prawosławnej. Gdyby użyć tego mechanizmu i przywołać postawy z okresu powstań narodowych (chociażby fakt i okoliczności aresztowania Romana Rogińskiego – jednego z dowódców powstania styczniowego na Podlasiu), udział w zbrojnych wystąpieniach przeciwko II RP w ramach partyzanckich oddziałów komunistycznych, kolaborację z okupantem sowieckim, niemieckim i ponownie sowieckim, a następnie współpracę z władzami PRL to też można by stwierdzić, że udział ten był „znaczny”.

Dzisiaj działacze, którzy próbują eksponować w swojej aktywności politycznej przywiązanie do prawosławia bardzo przychylnie zwracają się w kierunku lewicy i nurtów liberalnych. Dotyczy to także podpisanych pod listem jako FMP. Jest to prawidłowość, która była obserwowana już w dwudziestoleciu międzywojennym. Dzisiaj znajduje ona wyraz chociażby w takich deklaracjach jak zastąpienie pomnika działacza komunistycznego w Witowie krzyżem prawosławnym. Tylko czy krzyż taką ciągłość ideologiczną jest w stanie wytrzymać?

 
 
   

Gościnne miejsce... z piekła rodem

 
 

Niedawno jeszcze oficjalna siedziba hajnowskiego SLD (adres nadal figuruje na regionalnej stronie partii). Parę tygodni temu (23.11.2016) miejsce spotkania PO w ich podróży na wschód (Spotkanie Obywatelskie czy Milicja Obywatelska?). Za kilka dni (10.12.2016) arena akcji partii RAZEM (Solidarne kobiety, które przestały być solidarne z Polską, czy jakoś tak?).

Szczególne upodobania polityczne mają Białorusini mieszkający na pograniczu. Prawda? Ponoć pograniczu wielokulturowym. Tak przedstawiał ten teren Pan Jerzy Sirak – Burmistrz Hajnówki delegacji z Łotwy oprowadzając ją po tym obiekcie.

Ciekawe jak zareagowali na tablicę pamiątkową, która promuje niejakich Janka Kupałę i Jakuba Kołasa - komisarzy ludowych partii komunistycznej Związku Sowieckiego, którzy na jesieni 1939r., w czasie tzw. Zgromadzenia Ludowego, współdecydowali o likwidacji Rzeczypospolitej i włączeniu jej obszaru do Kraju Rad? Dzisiaj ich poetycka twórczość ma zamaskować udział w decyzjach, które sierp i młot przekuły (i przekłuły) w deportacje na nieludzką ziemię oraz na mord ukryty w ziemi katyńskiej.

Takie gościnne muzeum. Dotowane z budżetu państwa przeciwko, któremu obaj wspomniani towarzysze publicznie występowali. Chyba, że nie nawiązujemy do tradycji II RP?

 
   
   

Powiat wraca do Ziemi Hajnowskiej

 

Ziemia Hajnowska ma znowu powiat. I bardzo dobrze. Krótki jej brak odpowiedzialności, za dzieło zniszczenia jakiego dokonała przez szesnaście lat na tym terenie, nie poprawił co prawda sytuacji, ale też pokazał rozmiary deficytów. Najważniejsze są widoczne gołym okiem dla każdego Mieszkańca. Nawet Eugeniusz Czykwin zauważył je w kampanii wyborczej kiedy jego partyjno-środowiskowi koledzy (towarzysze) nie sprawowali przez chwilę władzy w powiecie. Oczywiście depopulacja jako największy problem wyprzedza inne. Ale też jej przyczyny takie jak brak miejsc pracy, drogie mieszkania, a komunalne droższe od spółdzielczych w utrzymaniu, słabe szkolnictwo średnie (oprócz dwóch szkół, z których jedna nie jest samorządowa, a druga ma odmienny profil językowy) itd. itd. Nawet radny Jan Adamczuk zauważa potrzebę działań i określa jako zbawienny program 500+ - chociaż można odnieść wrażenie, że uważa go za stricte hajnowski wynalazek.

I cóż robią radni powiatowi?

Otóż tak jak przez poprzednie osiem lat stronili od Platformy Obywatelskiej tak teraz w najlepsze tworzą z nią koalicję. Z perspektywy strategicznej taki krok byłby usprawiedliwiony wówczas gdy PO sprawowała władzę w kraju. Kiedy miała decydujące znaczenie przy podziale dóbr. Ale dzisiaj? Brać ślub z nieboszczką? Lub z tworem, w najlepszym przypadku, ledwie żywym? Toczonym przez nowoczesne kody?

No ale gdzie jest powiedziane, że dla dobra Mieszkańców należy kierować się logiką?

Tylko niektórzy zauważyli, że oto dzisiaj (05.05.2016r.) został wyrzucony z zarządu powiatu radny będący zarazem leśnikiem. Teraz, kiedy wytęsknione od wyglądania płynących dotacji oczy radnych patrzą w stronę Ministerstwa Ochrony Środowiska. Powiat wysyła sygnał: My was leśników tutaj nie chcemy! I już! Wolimy innych, sprawdzonych towarzyszy. Szczególnie takich, którzy deklarują, że wykonają sami więcej niż wszyscy inni razem wzięci do tej pory. 300% normy nawet. Jak na emeryta deklaracja wygląda na bardzo odważną. Ale że powiat się starzeje to i władza idzie tym tropem. Oprócz starosty, w zarządzie powiatu, sami emeryci – z całym szacunkiem dla Pani Barbary Wasiluk. Bo przecież emeryci wiedzą najlepiej czego oczekują mieszkający na terenie powiatu Emeryci.

Dwa miesiące wcześniej, pewnie nie przeczuwając tego jaki los okaże się łaskawy, Pani Jadwiga Dąbrowska złożyła istotną deklarację programową. Streszczając ją można powiedzieć: „Emeryci na emerytury. Młodzi do pracy.” Dzisiaj okazało się, że to była jedynie złośliwość, a nie prawdziwa oferta powyborcza. I jak to ze złośliwościami bywa, zemściła się na autorce. Zrezygnowała z emerytury na rzecz ciepłej posadki w starostwie.

Aby jednak uniknąć oskarżenia o pomówienie poniżej cytat z protokołu lutowej sesji:

Radna Jadwiga Dąbrowska: W kontekście pożegnania Pana Komendanta Straży Pożarnej oraz na skutek wniosków wielu moich wyborców i swoim własnym, też jestem emerytką już od pięciu lat, z konieczności. Chciałabym zaapelować w swoim imieniu i w imieniu wielu osób do pracodawców i do wszystkich osób, które znajdują się, że tak powiem, w wieku emerytalnym, żeby zapobiec wyludnianiu się powiatu i wyludnianiu miasta, możemy coś zrobić, czyli jeśli osiągamy wiek emerytalny, odejść na tą zasłużoną emeryturę. Po pierwsze nie ma takich narzędzi przymusu, żeby kogoś zmusić do podjęcia takiej decyzji, ale jak mówię, żeby zapobiec procesowi wyludniania naszego miasta i powiatu oraz temu, że w naszym powiecie rośnie średnia wieku, a średnia wykształcenia niestety maleje. Wykształceni, młodzi ludzie opuszczają nasz powiat, bo nie znajdują pracy. Jako uzasadnienie powiem, że nie ma ludzi nie zastąpionych, szybo się o tym wszyscy przekonujemy, przekonujemy się również, że poza miejscem pracy też jest życie i nie da się zarobić wszystkich pieniędzy. A realizować się można również poza miejscem pracy, są organizacje pozarządowe, jest wolontariat, jest działalność społeczna i można wreszcie kiedyś zacząć żyć. To tak w kontekście Pana Komendanta, który jest jeszcze człowiekiem młodym, aktywnym, mimo to odchodzi. Ja odeszłam pięć lat temu czyli też jeszcze mogłabym być bardzo aktywnym nauczycielem, okoliczności życiowe tak to zawyrokowały. Także to jest mój apel do wszystkich dyrektorów jednostek samorządowych, do szkół, do zakładów, bo wiadomo, nie będzie to do dyrektorów zakładów prywatnych, bo oni mogą robić, co im się żywnie podoba, ale jeżeli możemy chociaż po części zatrzymać młodych ludzi, to to zróbmy. Dziękuję bardzo.

Tak więc Pani Dąbrowskiej nie wystarczył już wolontariat ani organizacje pozarządowe czy działalność społeczna i postanowiła jednak dla poparcia swojego wniosku z lutego postąpić całkiem inaczej już w maju. Z pewnością tym sposobem postępowania zatrzyma młodych ludzi w powiecie bo któż nie posłucha apelu tak wiarygodnego autorytetu. Nawet ostatni wierny pełnomocnik PO – Zbigniew Czarnecki bił brawo widząc ideał platformerskich standardów.

I na koniec refleksja na bazie ostatniego zdania z cytatu powyżej. „…dyrektorzy zakładów prywatnych, mogą robić, co im się żywnie podoba…”. No cóż, rozumiem, że Ziemia Hajnowska w koalicji z Platformą Obywatelską to zmienią. Przynajmniej na terenie powiatu hajnowskiego.



INTROSesje RMKorespondencjaBogusław Szczepan ŁabędzkiOkręg 7Off-icynaKontakt